Jak naukowcy mogą mówić prościej? i co realnie pomaga w skutecznym komunikowaniu nauki w mediach?

dr Jaroslaw Flis , prof. UJ podczas swojego wystąpienia na konferencji Stowarzyszenie PR i Promocji Uczelni Polskich „PRom” wskazał trzy główne „pułapki” komunikacji naukowej:
  • Język wewnętrzny i ekonomia komunikowania – naukowcy na co dzień używają skrótów myślowych i pojęć zrozumiałych w grupie ekspertów, ale nieprzekładalnych na język ogólny bez dodatkowego „przełącznika”.

  • Identyfikacja grupowa (swój–obcy) – fachowy żargon działa jak hasło rozpoznawcze: ułatwia ocenę kompetencji w środowisku, ale utrudnia rozmowę z laikami i zniechęca do upraszczania z obawy przed kompromitacją.

  • „Zasłona żargonu” i pokusa popisywania się złożonością – zamiast mówić prosto o trudnych sprawach, łatwo wpaść w tryb: „zobaczcie, jakie to skomplikowane”, co służy statusowi, ale nie odbiorcy.

Sposobem na ich ominięcie może być metoda „AS” (Anegdota + Statystyka) oraz prosty model zainteresowania mediów, nazwany podczas wsytąpienia „prawem medialnego ciążenia” (zainteresowanie rośnie, gdy temat jest ważny, odbiorca czuje się nim objęty i temat jest „bliski” doświadczeniu).

Jednak, na koniec dnia, powodzenie promocji nauki i tak zależy od „wzóru 3K”: kompetencje × komunikatywność × koneksje – jako iloczyn, w którym „zero” w jednym czynniku psuje całość.

O co chodzi i jak to działa w praktyce?

„Przełącznik” między mową ekspercką a językiem powszechnym

Coś, co dla badacza może być „tabelką 4×4 w Excelu”, w dyskusji ekspertów natychmiast zamienia się w zdanie w rodzaju „środek niesymetrycznego simpleksu” – poprawne, ale bezużyteczne dla większości odbiorców. Sedno problemu nie brzmi: „nie da się tego uprościć”, tylko: „kiedy i jak przejść na język, który nie wymaga wtajemniczenia”.

Praktyczna zasada: nie trzeba rezygnować z precyzji, ale trzeba dodać „warstwę tłumaczącą” (definicję w jednym zdaniu, przykład z życia, krótką analogię).

Żargon jako test przynależności (i strach przed „faux pas”)

W środowiskach zawodowych pewne słowa są „poprawne”, inne zdradzają laika. Profesor przytoczył przykład z komisji sejmowej: użycie słowa „zapis” zamiast „przepis” zostaje potraktowane jako sygnał braku kompetencji. Mechanizm jest prosty: jeśli uproszczę i powiem „po ludzku”, ktoś z branży może uznać to za błąd – więc bezpieczniej jest mówić „po branżowemu”, nawet kosztem zrozumiałości.

Proponowane obejście: podwójne nazewnictwo, np. „aparat powietrzny (to, co wiele osób nazywa maską tlenową)”. Pozwala to jednocześnie:

  • zachować poprawność techniczną,

  • nie zgubić odbiorcy,

  • oswoić termin bez budowania muru.

Zasłona żargonu i prestiż „trudności”

Podczas wystąpienia prof. Jarosław Flis skontrastował dwie postawy: albo winny jest słuchacz („nie rozumie”), albo winny jest mówiący („nie wiadomo, o co mu chodzi”). Warto pamiętać o tym, że: jasność to kompetencja, nie obniżenie poziomu. Mistrzostwo języka może iść w stronę barwności, ale bywa też zasłoną, która dokłada ozdobniki zamiast klarowności.

Sedno: w komunikacji publicznej lepiej, by odbiorca miał poczucie „to jest dla mnie”, niż „to jest mądre”.

„Prawo medialnego ciążenia”: dlaczego „superpełnia” wygrywa z migreną

Na danych przytoczonych podczas prezentacji można było zobaczyć, że tematy „ważne” (zdrowie) zwykle wygrywają z „dalekimi” (kosmos), ale czasem kosmos bije wszystko – jeśli staje się bliski i sprawdzalny (księżyc „widać z okna”). Stąd metafora „ciążenia”:

  • waga sprawy (jak bardzo temat obiektywnie dotyczy życia),

  • waga odbiorcy (czy odbiorca czuje, że temat jest „o nim” i może coś z tym zrobić),

  • bliskość doświadczenia (czy temat jest namacalny, wyobrażalny, niedaleki).

Ponieważ to iloczyn, a nie suma, jedna „zera” (np. brak związku z odbiorcą) potrafi zabić cały przekaz, nawet jeśli temat jest ważny.

Wzór „3K” na powodzenie w popularyzacji

Strategię promocji można uprościć do trzech mnożonych czynników:

  • kompetencje (masz coś rzetelnego do powiedzenia),

  • komunikatywność (umiesz to powiedzieć),

  • koneksje (masz kanały dotarcia i relacje).

Jeśli którykolwiek element spada do zera, całość przestaje działać – dlatego nie wystarczy „być świetnym badaczem”, jeśli nikt tego nie rozumie albo nikt o tym nie słyszy.

Myśl na koniec

Skuteczna komunikacja nauki nie polega na „upraszczaniu dla uproszczenia”, tylko na świadomym przełączaniu kodu: z języka statusu i wewnętrznej precyzji na język sensu dla odbiorcy. Najlepsze efekty daje łączenie historii z danymi, myślenie o „wadze–odbiorcy–bliskości” oraz konsekwentne budowanie trzech zasobów naraz: kompetencji, komunikatywności i koneksji.

Adam Przymusiała

Wspieram uczelnie w sprawnym zarządzaniu. Przedsiębiorca i ex-programista. 

Spis treści

Zobacz też: